Gliwickie Metamorfozy

  Browar Scobla EKSPLORACJA 

Marian Jabłoński

Zdjęcia: gliwiczanie

 

VII.2006

www.gliwiczanie.pl gliwickie_metamorfozy@op.pl  

 

 

       

   Tę wyprawę do nieistniejącego już browaru Scobla można podzielić na trzy etapy.

   W pierwszym, zobaczyliśmy piwnice w których dawniej składowano prawdopodobnie gotowy wyrób browaru.

       
Stara infrastruktura kanalizacyjna. Nadaje się do Muzeum Techniki Sanitarnej.

O ten słupek opierał się na pewno Scobel schodząc do swoich piwnic.

Drobne elementy jak zamki, klamki, denka beczek, zawiasy – to pozostałość po dawnych czasach.

Ten etap mamy już za sobą.

Po wojnie, pomieszczenia browaru zmieniły właściciela i zastosowanie. Rozgościła się tu przetwórnia owoców i warzyw, znane gliwiczanom „Warzywa-Owoce”.

Te dwumetrowe kamionkowe kadzie były wykorzystywane do produkcji przetworów pomidorowych. Piszę o tym z taką pewnością, bo w latach swojej młodości pracowałem na wakacjach w Przetwórni i to właśnie w tej piwnicy przy kadziach wypełnionych pomidorową mazią
Niektóre kamionki są jeszcze fabrycznie zamknięte przed kurzem. Wyglądają jak słoiki konfitur od babci. Jak to wygląda w środku?

Odwiedziliśmy też laboratorium chemiczne. Tu sprawdzano zgodność z normą.

Zaczynamy tu kolejny etap eksploracji.

Wchodzimy do kotłowni. Wita nas kilkumetrowy stary kocioł parowy, służący zapewne Przetwórni „Warzywa-Owoce” do produkcji pary. Parą tą ogrzewano wodę w ogromnych wannach wypełnionych koszami słoików do pasteryzacji.

80 kilka stopni musiała mieć woda przez kilka godzin, potem te słoiki wyjmowano, naklejano naklejki i odstawiano do magazynu.

Ale naszym celem są podziemia z dziwną studnią wypełnioną wodą.

Tu przedstawię bezpośrednią relację Zibiasa, który z kolegą Leszkiem z Gliwickiego Klubu Płetwonurków „ASTERINA” ( www.asterina.republika.pl ), spenetrował studnię.

   „Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu przez ekipę eksploratorów "Gliwiczan" podjęliśmy decyzję o spenetrowaniu tajemniczej podziemnej studni.

   Podwodna eksploracja zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem i wymaga starannego przygotowania. Wprawdzie sama studnia wygląda bardzo solidnie, ale dojście do niej najeżone jest licznymi przeszkodami, zaczynając od włazu w podłodze w kotłowni o wymiarach około 50 x 50cm

    

Za włazem znajduje się około 15m wąskiego i niskiego tunelu usłanego lepką warstwą błota.

Ze ścian wystają różne metalowe elementy.  
Na końcu tunelu znajdują się schodki i pomost studni.  

Sam pomost choć w miarę solidny bo wykonany ze stali, niestety praktycznie nie posiadał podestu, musieliśmy chodzić po jego bocznych dźwigarach.  
 Do pomostu, a właściwie jedynej solidnej poręczy umocowaliśmy drabinkę która znakomicie ułatwiła wejście do wody, a przede wszystkim wydostanie się z niej.  

Dodatkowo umieściliśmy linę opustową, czyli pionową linkę zakończoną ciężarem. Podnosi ona bezpieczeństwo nurkowania, i pozwala dodatkowo na zmierzenie głębokości studni, jeszcze przed zanurzeniem. W przypadku tej studni jest to około 5m. Kolejny etap wyprawy to przygotowanie sprzętu i jego transport na miejsce.  
Ze względu na ciasnotę w samej studni czy korytarzu , przebraliśmy się w skafandry na zewnątrz budynku.  

 Następnie przenieśliśmy sprzęt w pobliże studni, po czym weszliśmy do wody i założyliśmy sprzęt do nurkowania.

Ze względu na sporą masę sprzętu (około 20kg wyposażenia i balastu na jednego nurka) skorzystaliśmy z pomocy. Tu podziękowania dla Oli i Tomka oraz pozostałych osób.  

W wodzie pierwsze miłe wrażenie - ochłoda po skwarze na zewnątrz. Woda miała około 10-15 'C i była dosyć przejrzysta. Dzięki mocnym latarkom podwodnym mogliśmy bezpiecznie się zanurzyć.
Wielką pomocą było też profesjonalne oświetlenie zainstalowane przez Mariana.  

Dno studni niestety nie zaskoczyło nas bogactwem szczegółów. Pokryte półmetrową warstwą mułu nie zachęcało do penetrowania. Każde dotknięcie a nawet zbliżenie ręki, powodowało podniesienie się gigantycznego czarnego kłębu, pochłaniającego całkowicie światło.

 Na dnie leżało parę przegnitych desek. Wykorzystaliśmy do poszukiwań wykrywacz metali, niestety jedynym znaleziskiem, odszukanym zresztą całkowicie po omacku, bo widoczność spadła do 10cm, to kawałek skorodowanej rury z balustrady pomostu. 

Ponieważ w wodzie znajdowało się sporo różnych rur i belek, o które można było łatwo zahaczyć, a pomoc partnera była bardzo utrudniona, gdyż praktycznie w ogóle się nie widzieliśmy - światło naprawdę mocnych latarek z trudem przebijało się na odległość pół metra.

Nurkowanie stało się nieprzyjemne i niebezpieczne, chociaż byliśmy bacznie obserwowani przez resztę ekipy.  

Nurkowanie w studni pomimo braku spektakularnych odkryć należało do ciekawych i nowych doświadczeń. Zakończyliśmy więc je, sprzęt został wyciągnięty z wody za pomocą lin, a my skorzystaliśmy z drabinki.  Pozostało zdemontowanie lin i złożenie sprzętu.

To co jeszcze można napisać o podwodnej części studni dotyczy w zasadzie ścian bocznych. Są one na całej głębokości są z litego betonu, z umieszczonymi licznymi wylotami drenów. Nad powierzchnią wody są one wyraźnie widoczne, niżej nie są już tak ładnie wykończone, po prostu są to otwory w które z trudem można włożyć trzy palce. W dno wbitych jest kilka słupków drewnianych, ale nie wiadomo do czego miały służyć.”