Gliwickie Metamorfozy" - Stowarzyszenie na Rzecz Dziedzictwa Kulturowego Gliwic
 

PAMIĄTKI GLIWICKICH POGROMÓW

 
       www.gliwiczanie.pl

 

 

   Zachęceni przez Panią Redaktor Eewę (niiiskie ukłony) Budda i Ojciec (czyli Rumilk) nie poprzestali na jednej znanej już wyprawie [http://www.gliwiczanie.pl/Sesje/Ojciec/ojciec.htm]

   Odbyły się jeszcze dwie eskapady. W dniu 04.07.2005 (uczestnicy: Ojciec vel Rumilk, OczeQ, Budda i Maciek oraz Fiat 126 el (Mały Eksplorator) oraz 25.08.2005 (Ojciec, Budda i Fiat). Wycieczki były tym razem zorganizowane w sposób inny niż pierwsza wyprawa. Nie wyjeżdżaliśmy poza granicę administracyjną naszego miasta i po wielu dyskusjach spróbowaliśmy jednoznacznie określić tematykę wyprawy.

   O ile w pierwszej wyprawie zwraca uwagę brak wyraźnego powiązania ze sobą przedstawianych na fotografiach obiektów, o tyle w następnych postanowiliśmy jednoznacznie określić rodzaj i typ odwiedzanych miejsc. Zdecydowaliśmy się po burzliwej naradzie, która odbyła się w pięknych okolicznościach przyrody Lasu Łabędzkiego na skupieniu się na pamiątkach po różnego rodzaju gliwickich pogromach.

 

   Zdecydowały o tym dwa zdjęcia z pierwszej wyprawy.

Pomnik ofiar I Wojny Światowej w Ostropie odsłonięty w dniu 17.09.1927 roku pozostały w prawie niezmienionej postaci w dolnej części pomnika widać ocalały fragment jednej z trzech oryginalnych tablic z nazwiskami poległych.

 

Pierwotny wygląd pomnika.

 

   Pomnik ofiar I Wojny Światowej w Starych Gliwicach projektu radcy budowlanego z Bytomia Bahlsena, odsłonięty w dniu 09.08.1925 jest to najstarszy z zachowanych pomników tego typu na terenie miasta jeśli chodzi o datę odsłonięcia (nie wykonania samego pomnika pod tym względem najstarszy jest zachowany do dziś w Żernikach, ale o tym w dalszej części reportażu).

   Eskapady, jak już wspomnieliśmy, odbyły się w granicach Gliwic i obejmowały wszystkie prawie dzielnice miasta.

   Po namyśle postanowiliśmy włączyć do reportażu jeszcze pamiątki po epidemiach gliwickich (cholera i dżuma).

   Zanim przedstawimy plon naszych wypraw ułożony nie w kolejności odwiedzanej i fotografowanej, ale w kolejności chronologicznej przedstawimy efekt licznych prób ułożenia w czasie i przyjrzenia się bliżej ważniejszym konfliktom i pogromom, które przetoczyły się przez teren miasta.

   Zapraszamy więc na początek na nietypowy spacer po mieście. Spacer szlakiem gliwickich wojen.

   Zaznaczamy jednocześnie, że gawęda towarzysząca spacerowi nie została napisana i opracowana przez historyka. Autorem opowieści jest technik budownictwa, który swą edukację w przedmiocie "historia" zakończył ćwierć wieku temu (PRL) na etapie klasy maturalnej o profilu matematyczno-fizycznym liceum ogólnokształcącego z oceną, o której nie wspomnimy tu przez miłosierdzie dla niego (może to czytać któreś z jego dwojga dorastających dzieci). Autor jest miłośnikiem amatorem historii naszego miasta i regionu i korzysta ze wszelkich dostępnych źródeł łącznie z prywatnymi rozmowami z mieszkańcami miasta. Sposób postrzegania przez autora historii Gliwic jest szczególnie napiętnowany lekturą książek Pana Jacka Schmidta i rozmowami na strychu wśród płócien z malowanymi kwiatami z profesorem Franciszkiem Stefanem Maurerem. Wszelkie uwagi na temat przedstawiony w opowieści są mile widziane, aczkolwiek na żadne polemiki proszę nie liczyć, gdyż autor jest skromny, małomówny i raczej trudno wciągnąć go w dyskusję.

Spacer zaczniemy w samym centrum miasta. Udajmy się na gliwicki rynek...

   Rzeźba kobiety z dzbanem, odsłonięta w 1956 roku, zwana potocznie „Gliwiczanką”, autorstwa zmarłej niedawno w Monachium rzeźbiarki Wandy Demczyszyn-Wiśniewskiej (recte Winter), usytuowana w narożu ulic Plebańskiej i Krótkiej przypomina od ponad pięćdziesięciu lat o bohaterskiej obronie miasta przez kobiety w trakcie najazdu na Gliwice wojsk generała Mansfelda podczas Wojny Trzydziestoletniej.

   Zanim jednak omówimy tę legendarną obronę Gliwic (obalając jednocześnie obiegową teorię, że to hr. Mansfeld najechał Gliwice) przyjrzyjmy się przez chwilę owalnemu kształtowi „Starówki” pokrywającemu się z zarysem średniowiecznych murów obronnych miasta.

   Owalnicowy kształt miasta jest typowy dla obszaru Śląska, gdzie prastary prototyp organizacji miejskiej, jakim była w okresie wczesnośredniowiecznym osada targowa usytuowana w pobliżu szlaku handlowego (a w przypadku Gliwic w pobliżu skrzyżowania dwóch szlaków) przekształcała się w wyniku rozwoju i dogodnego położenia topograficznego oraz innych sprzyjających czynników w miasto. 

   Nie jest znana dokładna data nadania Gliwicom praw miejskich, zachował się jednak dokument z 1276 roku, w którym określono je słowem „civitas” – więc w tym roku prawa miejskie były już nadane. Pod koniec XIII wieku miasto posiada już świątynię katolicką (prawdopodobnie drewnianą) i liczy około 300 mieszkańców. W XIV i XV wieku dochodzi do ukształtowania się całkowicie dojrzałego ośrodka miejskiego z radą miejską i ławą. Począwszy od wieku XV następuje zmiana wątku budowlanego z drewnianego na murowany. Miasto okala rów z wodą i wał ziemny, który w tym okresie zaczyna być przekształcany w mury obronne. Powstają baszty i dwie bramy wjazdowe. 

   O walorach obronnych miasta może świadczyć fakt, że w roku 1429, w czasie wojen husyckich, książę Zygmunt Korybutowicz, bratanek księcia litewskiego Witolda i księżnej opawskiej Heleny, obrany przez husytów na kandydata do korony czeskiej, obrał sobie właśnie Gliwice na swoją siedzibę i bazę wypadową. Stąd przez dwa lata, od 1429-1431, Gliwice stały się „stolicą husytów”. Po wojnach husyckich obwarowania miejskie zostały odbudowane w tym samym miejscu, wzmocnione i przetrwały, w kilku miejscach, do naszych czasów. W okresie wojny trzydziestoletniej, czyli w latach 1618-1648, obwarowania składały się z wysokiego wału ziemnego jako przedmurza, fosy, której rowy wypełnione były wodą doprowadzaną z Ostropki, stoku z drewnianą palisadą między fosą a murem, muru miejskiego o wysokości około 9 metrów z basztami prostokątnymi otwartymi do wewnątrz miasta oraz wież bramnych: Raciborskiej i Bytomskiej o czterech kondygnacjach. To właśnie w okresie trwania tej złożonej wojny, która zaczęła się jako religijna, aby następnie ulec przekształceniu w polityczną doszło do wspomnianego szturmu wojsk Mansfelda na mury miasta.

 

wojska Mansfelda pod murami Gliwic – obraz z kościoła Wszystkich Świętych

   Hrabia Peter Ernest III von Mansfeld był w Niemczech dowódcą protestantów. Został on pokonany w 1626 roku przez katolickiego wodza cesarskiego Albrechta von Wallensteina. Po tej porażce gen. Mansfeld udał się ze swoją armią na Śląsk i potem dalej na Węgry, by zjednoczyć się z wojskami Bethlema Gabora. Warto w tym momencie przyjrzeć się bliżej wspomnianej armii Mansfelda. Byli to najemnicy, żołnierze, którzy nie opowiadali się za żadną konkretną opcją polityczną ani religijną a interesowała ich wyłącznie strona materialna, czyli żołd wypłacany przez wodza za konkretną bitwę, czy wyprawę. Nie interesowało ich bliżej to z kim i o co się biją ale to za ile walczą i co sobie potem za to kupią. Taka właśnie horda najemników została przez swojego wodza rozpuszczona i pozostawiona sama sobie, gdy Mansfeld dowiedział się w trakcie wyprawy, że na skutek zawartego przymierza z cesarzem Księstwo Siedmiogrodzkie odmówi mu wsparcia militarnego. Mansfeld po rozpuszczeniu wojska umiera wkrótce w Bośni, a żołnierze wracają samopas do domu i starając się odnieść w trakcie drogi jakiekolwiek korzyści i nie wracać z pustymi rękami, łupią i rabują po drodze, co tylko się da. Częściowo towarzyszą im wojska duńskie pod wodzą księcia weimarskiego Jana Ernesta. Mieszkańcy Gliwic na wieść o rozwydrzonej hordzie wojska pustoszącej wszystko na drodze do domu przygotowują się do obrony miasta. Na początek spalono przedmieścia Gliwic, aby uzyskać więcej przestrzeni do obrony. Z pożogi ocalał tylko położony za Bramą Raciborską, na tzw. Czarnym Przedmieściu kościół Św. Krzyża, o którym opowiemy jeszcze niejednokrotnie w trakcie wędrówki po mieście śladami wojen. 

   Dnia 2 lutego 1627 roku dochodzi do szturmu na miasto. Nie zostało ono zdobyte dzięki ofiarności mieszkańców ze szczególnym udziałem właśnie gliwiczanek, kobiet, które wylewały na najeźdźców z wysokości murów gorącą wodę i kaszę jaglaną. Gliwice dołączyły w ten sposób do grona nielicznych miast, które oparły się wojskom Mansfelda, jednakże już nie będącym pod jego dowództwem. Mansfeld nie żył już zresztą w trakcie oblężenia Gliwic, gdyż data jego śmierci to listopad 1626 r. W trakcie trwania tej wojny Gliwice przeżywają jeszcze najazd Szwedów w 1642 roku i wówczas zostają poturbowane podobnie jak Opole i Niemodlin.

   Wspomniany kościół Podwyższenia Krzyża Świętego wraz z przylegającymi do niego murami klasztoru (obecnie Redemptorystów, a dawniej Franciszkanów Reformatów) był świadkiem ważnego w dziejach naszego miasta wydarzenia związanego z inną wojną, a mianowicie z Odsieczą Wiedeńską w 1683 roku. We wspomnianym klasztorze zatrzymał się na nocleg Król Polski Jan III Sobieski w drodze pod Wiedeń. Król przybył do Gliwic w dniu 22. sierpnia, dokonał przeglądu wojsk na polach szobiszowickich, wziął udział w uroczystej mszy świętej w kościele Wszystkich Świętych aby następnie udać się do klasztoru OO. Reformatów na obiad i nocleg. Następnego dnia, rankiem 23. sierpnia, Jan III napisał trzy listy (do małżonki, Marii Kazimiery, do Papieża Innocentego XI oraz do cesarza Leopolda I) oraz wziął udział w uroczystej mszy świętej w kościele przyklasztornym, w trakcie której ochrzczono dwójkę innowierców, Kałmuka i Araba i dokonano uroczystego poświęcenia odbudowanych po kolejnym pożarze zabudowań klasztornych. Na pamiątkę wizyty w Gliwicach monarcha zasadził w ogrodzie czternaście lip, z których ostatnie trzy uległy zniszczeniu w nocy z 22 na 23 czerwca 1845 roku podczas wyjątkowo silnej burzy. Przed wyruszeniem w dalszą drogę Jan III spotkał się z miejskimi dygnitarzami, wśród których znalazł się ówczesny dobrodziej klasztoru, baron Johann von Welczek. 

   To jego postać, klęcząca z różańcem w ręku wyrzeźbiona została na płycie nagrobnej, dziś wmurowanej w ścianę kościoła po prawej stronie ołtarza. To właśnie potomek tego szlachcica, Johannes, będzie odgrywał znaczącą rolę w historii w 1938 roku, gdzie zamach na niego jako ambasadora Niemiec w Paryżu będzie pretekstem do pogromu antysemickiego znanego dziś jako Kristallnacht – Noc Kryształowa.  

   Stojąc przy murach kościoła Świętego Krzyża warto zwrócić uwagę na zrujnowaną kaplicę na terenie szpitalnym po drugiej stronie ulicy Kozielskiej.

   Jest ona jedyną pamiątką jednego z najstarszych cmentarzy w Gliwicach, po którym dziś nie pozostał żaden inny ślad. Swego czasu ozdobą tej nekropolii był okazały nagrobek pułkownika Alphonsa von Boddien’ a, dowódcy 2. Królewskiego Pułku Ułanów im. Katzlera zwanego też Śląskim Regimentem Ułanów nr 2 – jednym z kilku garnizonów stacjonujących w Gliwicach. Pułkownik wspominany był w Gliwicach jako wyjątkowo barwna postać. Do legendy przeszły jego wyczyny, m.in. skoki na koniu przez stragany przekupek na miejskim targu, czy też kąpiele w Studni Neptuna na gliwickim rynku.

   Będąc na ulicy Kozielskiej warto udać się w pobliże drewnianego kościoła, na teren Parku Przyjaźni. Jest to pozostałość po kolejnym zlikwidowanym gliwickim cmentarzu zwanym Starokozielskim. W centralnej jego części znajduje się pomnik – mauzoleum żołnierzy francuskich.

   Obiekt ten jest niezwykle interesujący w aspekcie historycznym. Stanowi powiem pamiątkę po okresie powstań śląskich i plebiscytu, kiedy to nasze miasto stało się siedzibą naczelnego dowództwa wojsk sojuszniczych. Chcąc jednak chronologicznie poukładać fakty najlepiej udać się jednak na teren obecnego Parku Chopina, aby stanąwszy przed odsłoniętym w 2001 roku pomnikiem autorstwa Krzysztofa Nitscha położonym u wylotu ulicy Barlickiego zadumać się nad skomplikowaną historią naszego miasta. Pomnik ów poświęcony jest (jak głosił do niedawna uszkodzony przez wandali napis) ogólnie gliwiczanom – ofiarom wojen i totalitaryzmów.

   Koniec XVIII wieku, a dokładnie lata 1740–1763, czyli okres tzw. wojen śląskich toczonych między Austrią i Prusami zakończył ponad dwustuletni czas panowania Habsburgów na tym terenie. W wyniku tych wojen Fryderyk II wprowadził na Śląsk administrację pruską. Do naszego miasta przybyła z głębi Prus ludność: urzędnicy, rzemieślnicy – to okres rozwoju miasta jako ośrodka przemysłowego. Następuje wzrost znaczenia Gliwic. Rozbudowa miasta następuje w wielu aspektach. Powstają zakłady przemysłowe o znaczeniu kluczowym dla państwa Pruskiego, rozpoczęto budowę Kanału Kłodnickiego oraz uruchomiono linię kolejową łączącą miasto z Berlinem. Również z militarnego punktu widzenia miasto jest ważne dla władz pruskich. Staje się miastem garnizonowym. 

   Już w 1741 roku zakwaterowano w Gliwicach 3 kompanie berlińskiego Pułku Żandarmów pod komendą majora Ascherslebena. Z upływem czasu stacjonują w mieście dwie jednostki – 22. Królewski Pułk Piechoty (I Górnośląski) im. Keitha z siedzibą przy obecnej ul. Zygmunta Starego  i Kościuszki (obecny 106 Szpital Wojskowy i Sąd Rejonowy) oraz, wspomniany już, 2. Królewski Pułk Ułanów (Śląski) im. Katzlera z siedzibą przy obecnej ul. Daszyńskiego i także przy Zygmunta Starego, ale w innym miejscu – u wylotu ul. Królowej Bony. Warto dodać, że po zakończeniu I Wojny Światowej oba te pułki zostały zlikwidowane, tradycje obu przejął 84 Pułk Piechoty od 1935 roku stacjonujący w naszym mieście w koszarach przy ul. Andersa, zaś w Gliwicach w 1913 roku i od 1935 stacjonowały oddziały artylerii, które zajmowały budynek obecnego Górnośląskiego Centrum Edukacyjnego przy ul. Okrzei wraz z przyległym terenem.

   Miejsce postawienia pomnika prof. Nitscha wydaje się nieprzypadkowe – to właśnie tutaj, przy tzw. Promenadzie znalazły się nieistniejące już pomniki związane z gliwickimi wojnami. Pierwszy obiekt był tuż obok po lewej stronie.

   Ozdobiony rzeźbą śpiącego lwa cmentarz – mauzoleum żołnierzy poległych w wojnie francusko-pruskiej w 1813 roku, przeniesiony tu w roku 1890 z terenu ul. Na Piasku, upamiętniał 65. żołnierzy, uczestników wojen napoleońskich poległych w bitwach lub zmarłych w gliwickich szpitalach na skutek wojennych ran. Co ciekawe, ciała żołnierzy zostały ekshumowane tylko raz, podczas przenoszenia cmentarza, tak więc zmarli  żołnierze nadal spoczywają na terenie parku. Powodem udziału w tej wojnie gliwiczan było zmuszenie Prus w 1812 roku do wystawienia 20.000 mężczyzn dla kampanii polowej Napoleona przeciwko Rosji. Chcąc nie chcąc powołano i wybrano do walki również i gliwicki szwadron ułanów. W tym miejscu przerwiemy nieco wątek parkowy, gdyż nie sposób pominąć wojny francusko-pruskiej toczonej w latach 1870/1871 (tym razem z Napoleonem III-cim), której rozstrzygnięcie na korzyść państwa pruskiego zaowocowało postawieniem kolejnego pomnika na terenie obecnego Placu Piastów (wówczas Neumarkt – Nowy Targ, a po odsłonięciu pomnika Germaniaplatz – Plac Germanii).

   Nie było to smutne w wymowie mauzoleum, ale upamiętniający poległych w wojnie mieszkańców powiatu gliwicko-toszeckiego Pomnik Zwycięstwa. Odsłonięty 02.09.1874 roku, wykonany według projektu rzeźbiarza Ferdinanda Hartzera z Berlina, przedstawiał posąg symbolu Niemiec – dumnej Germanii z piaskowca na czworobocznym cokole (wykonanym przez C. Hanke z Wrocławia), na którego rogach wyrzeźbiono cztery trofea wojenne.

   Widzimy tu pomnik Germanii już na nowym miejscu – w roku 1928 został on usunięty z Placu do Kaiser-Wilhelm-Park (obecnego Parku Chrobrego). Oficjalnym powodem była przebudowa Placu. Rzeczywiście w miejscu usytuowania monumentu do dziś biegnie jezdnia, lecz przecież pomnik można było tylko odsunąć w bok. Prawdziwą przyczyną była niechęć ówczesnych władz miasta, wchodzącego w skład Republiki Weimarskiej, do symboli cesarskich. Dodajmy, że posąg zakopano w parku po 1945 roku. 

Wróćmy pod pomnik Nitscha. Po jego stronie prawej, w głębi, dokładnie w miejscu obecnego pomnika Chopina, a nawet na zachowanym, oryginalnym jego cokole.

 

pomnik Fryderyka Chopina postawiony na oryginalnym cokole usuniętego w 1945 roku pomnika ułana

znajdował się pomnik ułana na koniu wykonany według projektu prof. Hansa Huberta Dietzsch-Sachsenhausena, odlany w Berlinie, odsłonięty w dniu 13.06.1926 r.

   Pomnik ten upamiętniał wspomniany 2. Królewski Pułk Ułanów (Śląski) im. Katzlera. Początek tego regimentu wziął się z dwu zagranicznych jednostek wojskowych: Towarzyszy i Bośniaków, którzy zostali przekształceni przez króla Fryderyka Wielkiego w regiment ułanów z siedzibą w czterech miejscowościach na Śląsku około roku 1745. Natomiast dokładnie w miejscu usytuowania pomnika prof. Nitscha stał wielki pomnik – mauzoleum poświęcony żołnierzom 22. Królewskiego Pułku Piechoty (I Górnośląskiego) im. Keitha poległym w I Wojnie Światowej (19141918).

 

Hala Pamięci wykonana wg projektu gliwickiego radcy budowlanego Karla Schabika i architekta Heiliga odsłonięta 19.10.1924

 

wewnątrz Hali znajdował się postument z symboliczną rzeźbą trzech żołnierzy gliwickiego artysty Hannesa Breitenbacha

Mauzoleum to upamiętniało ogromne straty, jakie poniosła ta jednostka wojskowa w trakcie tej wojny: poległo 231 oficerów i 8112 podoficerów i żołnierzy. Żołnierze, podzieleni na trzy mniejsze jednostki walczyli na wszystkich frontach tej wojny światowej. Warto wspomnieć, że patron pułku – feldmarszałek Keith miał w Gliwicach jeszcze jeden pomnik; ustawiono go w stulecie istnienia pułku u zbiegu obecnych ulic Zawiszy Czarnego i Kościuszki.

 

Pomnik Keitha z płaskorzeźbą zaprojektowaną przez Fritza Reissnera odsłonięty 08.07.1913

   Zanim przejdziemy do ostatniej wojny, w której początku należy szukać właśnie w naszym mieście, wspomnimy tylko o dwu konfliktach. Pierwszy to powstania śląskie, których starcia zbrojne szczęśliwie ominęły granice samego miasta, a to za sprawą ulokowania tu Naczelnego Dowództwa Sił Sprzymierzonych, a władzę cywilną w tym okresie sprawowali Francuzi z ramienia Komisji Międzynarodowej. Teren miasta był tylko siedzibą organizacji powstańczych, a miejscowe lokale – np. przy ul. Jana Śliwki, czy Kozielskiej były punktami zebrań, czy spotkań przed bitwą. Okres ten charakteryzuje jednak olbrzymia nerwowość, akty terroru, wrogość wobec licznych oddziałów francuskich, włoskich i angielskich mających zagwarantować bezpieczeństwo w trakcie plebiscytu, nasilająca się akcja propagandowa zarówno ze strony niemieckiej jak i polskiej oraz pogarszająca się sytuacja gospodarcza. W wyniku plebiscytu Gliwice wraz z dużą częścią powiatu pozostały po stronie niemieckiej.

   Przed rozpoczęciem opowieści o gliwickiej prowokacji mającej miejsce 31.08.1939 roku zatrzymajmy się rok wcześniej, by wspomnieć o udziale pochodzącego z terenu Gliwic (urodzony w Łabędach) barona Johannesa von Welczek w wydarzeniach poprzedzających tzw. Noc Kryształową. Jak wspomniano, ten potomek związanego od setek lat z naszym miastem rodu był ambasadorem Niemiec w Paryżu. W dniu 7. listopada 1938 roku wracając z porannego spaceru napotkał przy budynku ambasady młodego człowieka, który spytał go gdzie można spotkać się z ambasadorem. Nie chcąc wdawać się w rozmowę z nieznajomym poza biurem Welczek nie przedstawił się, lecz wskazał młodzieńcowi drogę do kancelarii przyjmującej interesantów. Okazało się, że uratował w ten sposób życie. Młodzieniec był siedemnastoletnim synem żydowskiego szewca, Sendela Grynszpana, który znalazł się wśród brutalnie wypędzonych za sprawą Reinharda Heydricha z terenu Rzeszy 17 tysięcy Żydów posiadających obywatelstwo polskie w dniu 28. października 1938 roku. Sposób aresztowania i wywozu pod polską granicę  tak wzburzył Grynszpana, że natychmiast, gdy znalazł się na terenie Polski wysłał do syna przebywającego w tym czasie w Paryżu kartkę pocztową pełną bólu i oburzenia. Syn, Herszel Grynszpan, po przeczytaniu kartki natychmiast zakupił rewolwer i pobiegł do ambasady z jedną tylko myślą: zastrzelenia niemieckiego ambasadora. Nie mając pojęcia jak Welczek wygląda oddał dwa strzały zaraz po wejściu do kancelarii. Zastrzelonym na miejscu człowiekiem okazał się radca von Rath. Zajście w ambasadzie wykorzystano jako pretekst. Dwa dni po śmierci von Ratha, 9 listopada 1938 roku doszło do wystąpienia doktora Goebbelsa w Monachium, które dało sygnał do rozpoczęcia programu antyżydowskiego, znanego w historii jako Noc Kryształowa – Kristallnacht – z 9. na 10. listopada 1938 r. [Inne wersja tego wydarzenia]

   Niecały rok później w naszym mieście doszło do wydarzeń, które zapisało się w historii jako prowokacja gliwicka – sygnał do rozpoczęcia II Wojny Światowej. Był to największy pogrom w historii świata. Opowieść o samej prowokacji można znaleźć w reportażu napisanym i zilustrowanym przez Eewę pod adresem http://www.gliwiczanie.pl/Reportaz/radiostacja/radiostacja.htm

Jest to moje ulubione opracowanie tematu, napisane z wdziękiem i humorem – polecam!

   Po zakończeniu konfliktu zwanego II Wojną Światową miasto Gliwice przeżyło nietypową „wymianę obywateli”. Znalazło się w granicach Polski, które to granice jednak zostały całkowicie zmienione. Aktualni na rok zmiany granic (1945) dotychczasowi gliwiczanie, czyli Niemcy zostali wypędzeni za zachodnią granicę państwa, a na ich miejsce przybyli Polacy w większości podobnie wypędzeni z rodzinnych stron, które pozostały za zmienioną granicą wschodnią kraju. Smutne te wydarzenia sprawiły, że na długie lata pojęcie „gliwiczanin” stało się terminem z lekka enigmatycznym i zależało od punktu widzenia. Samo miasto natomiast nie było przez własnych mieszkańców kochane. Dla większości „aktualnych gliwiczan” było po prostu miejscem, w którym KAZANO im żyć z dala od rodzinnych stron, na ujrzenie których nie dawano im nawet nadziei. Podobnie bez nadziei na rychłe zobaczenie rodzinnego miasta byli „byli gliwiczanie”. Stali się „byłymi” prawie z dnia na dzień... To zdumiewające i tragiczne w swej wymowie „wymieszanie gliwiczan” oraz próby określenia jednoznacznego znaczenia słowa „gliwiczanin” było jednym z powodów założenia tej strony internetowej i Stowarzyszenia, które nią się opiekuje: Stowarzyszenia Na Rzecz Dziedzictwa Kulturowego Gliwic „Gliwickie Metamorfozy”.